Więcej marek od

7 grzechów głównych w hotelarstwie


Violetta Hamerska – autorytet w hotelarstwie. Od 10 lat audytuje hotele w całej Polsce jako tajemniczy gość hotelowy. Nic nie umknie jej uwadze. Patrzy na obiekt oczami gościa i od razu dostrzega to, co zaniedbali zarządzający. Większość błędów można szybko naprawić, ale są też takie, które po prostu zostały źle zaprojektowane. W specjalnym cyklu Violetta Hamerska prezentuje 7 grzechów głównych hotelarzy. Dziś o tych najczęściej popełnianych w pokoju hotelowym.

Grzech #1 - rozmiar ma znaczenie

 

Gdybym miała jednym zdaniem powiedzieć, czego nie lubię w pokoju hotelowym, to jego małego rozmiaru, a właściwie braku przestrzeni. Zdecydowana większość standardowych pokoi hotelowych jest w moim odczuciu za mała. Mam wrażenie, że często były projektowane z centymetrem w ręku, aby jak najwięcej pokoi „wycisnąć” z budynku. Oczywiście rozumiem ideę pokoi premium, droższych i większych. Ale z perspektywy np. czteroosobowej rodziny oszczędność hotelarza na m2 oznacza wybór noclegu poza hotelem. To dlatego od kilku lat tak dynamicznie rozwija się rynek aparthoteli i apartamentów. Zamiast małego pokoju, rodzina wybierze małe mieszkanie.

Grzech #2 – uważaj na głowę

 

Funkcjonalność jest z perspektywy gościa priorytetowa. Tymczasem nie raz i nie dwa - poruszając się po pokoju, po prostu obijałam się o meble. A skorzystanie z gniazdka wciśniętego za łóżkiem to już prawie gimnastyka artystyczna. Wiele hoteli może śmiało ponazywać swoje pokoje – kolizja nr 112 lub 520. Jak otworzysz drzwi od szafy, to nie wejdziesz do łazienki. Drogi gościu musisz wybierać – albo swobodny dostęp do toalety albo do walizki. A gdy chcesz popracować, to już nie usiądziesz przy biurku, bo może się okazać, że plecami jesteś już w łóżku. Ten grzech wobec funkcjonalności hotelarze popełniają bardzo często.

Grzech #3 – sąsiad w pokoju

 

Gdyby pokój hotelowy był filharmonią, to efekt byłby całkiem niezły. Ale pokój hotelowy to nie filharmonia i powinien tłumić a nie nieść dźwięki z korytarza lub sąsiedniego pokoju. Tymczasem zazwyczaj przez ściany słychać dosłownie wszystko, o nieszczelnych oknach i drzwiach nie wspomnę. Przyznam szczerze - mam swoją czarną listę hoteli, do których już nigdy nie pojadę, tylko dlatego (a może aż?), że zawsze będąc w nich, miałam wrażenie, że śpię z głową na korytarzu. Pobudka spowodowana przez kłótnie sąsiadów, wózki służby pięter lub odkurzacze to nie jest pozytywne wspomnienie z pobytu w hotelu.

Grzech #4 – media, energia i Internet

 

Tego grzechu nie pojmuję! Od lat mamy laptopy, smartfony i wiele urządzeń, które trzeba stale ładować, a nawet nowe hotele nadal zapewniają dwa, wolne gniazdka w pokoju do użytku gościa. Inna kwesta to

Wi-Fi. Niby jest, ale rzadko kiedy sprawnie działa.

hotel bed lighting

Grzech #5 – oświetlenie i oślepienie

 

Z mojego doświadczenia wynika, że tylko 20 proc. hoteli rozumie, że oświetlenie to kluczowy czynnik, mający wpływ na człowieka. Oświetlenie kreuje nastrój, komfort i przede wszystkim wpływa na nasze pierwsze wrażenie po wejściu do pokoju hotelowego. W większości przypadków jest to jak wejście do grobowca. Nie znoszę tego uczucia, kiedy patrzę w lustro w przedpokoju i ledwo żarząca się lampa sufitowa cały swój strumień światła kieruje prosto w moją głowę. Ten moment, kiedy widzę w lustrze obcą mi, starą i zmęczoną kobietę, jaką niewątpliwie jeszcze nie jestem, jest bezcenny. Trzeba to powiedzieć wprost – to jest dramat i żaden gość nie chce tego doświadczać. Inna kwestia powiązana ze światłem to z kolei brak typowo hotelowych zasłon, czyli tzw. blackoutów, które całkowicie zaciemniają okna. Ludzie się dzielą na tych, którzy budzą się przy świetle dziennym i na tych, którzy muszą się sami obudzić w ciemności. Ja należę do tych drugich, dlatego zawsze w walizce mam własne „klapki” na oczy.

Grzech #6 – weź się wyśpij

 

Łóżko z odpowiednio wysokim materacem, wystarczająco duże i twarde, takie, z którego się nie spada albo do którego się nie wpada, gdy zamówiliśmy podwójne łóżko, a zastaliśmy dwa pojedyncze zsunięte – to jest marzenie gościa. Wiele hoteli oszczędza na topperach, czyli materacach nawierzchniowych lub inwestuje w słabej jakości wyposażenie. Rzadkością jest możliwość wyboru poduszki, co byłoby świetnym rozwiązaniem. Dlatego znam gości, którzy zabierają do hotelu swoją poduszkę.

Grzech #7 – Uff, jak gorąco

 

Niby dziś klimatyzacja jest już standardem, ale że mało kto dba o to, aby nie huczała i nie sapała jak lokomotywa. Po raz kolejny kłaniają się oszczędności i związany z nim dylemat gościa: spać bez klimatyzacji i się dusić, ale w ciszy, czy mieć klimatyzację i nie spać, bo warczy, buczy i bucha zimnem, którego zwykle nie możesz dobrze ustawić. W moim przypadki - na razie walka jest nierówna i wybieram „zimność”, wkładając zatyczki do uszu.

 

Wiele opisanych przeze mnie grzechów wynika z chęci zaoszczędzenia przez hotelarzy tam, gdzie tych oszczędności nie powinno być. Niestety nadal przy wielu projektach hotelowych sprawdza się przekonanie, że o luksusie i wysokiej jakości świadczy przysłowiowy marmur i złote klamki, a nie dobre oświetlenie czy tłumiące hałas drzwi. Dlatego moja rada dla każdego architekta i inwestora jest taka, zanim hotel zostanie otwarty dla gości, prześpijcie się w nim. I to nie w pokoju premium, ale w hotelowym standardzie.

#GuestExperience

Chcesz dowiedzieć się więcej?

Napisz do naszego eksperta


Jan Sewerynik
Ekspert ds. profesjonalnych rozwiązań oświetleniowych